czwartek, 20 lutego 2014

Moje początki włosomaniactwa.

Zaczniemy od posta o tym, czemu obecnie poświęcam najwięcej czasu i uwagi czyli o moich włosach. 

Nie będzie to typowa włosowa historia bo ona się dopiero u mnie zaczyna. O włosy zaczęłam dbać dopiero 2 miesiące temu czyli jestem świeża w tym temacie. Nie wiem jeszcze wielu rzeczy, nie umiem czytać składów, nie wiem do końca co moim włosom służy a co nie. Jestem na etapie testowania.
Przez ostatnie 6 lat moje włosy były regularnie, codziennie katowane gorącym nawiewem suszarek i rozgrzaną do 180 stopni prostownicą. Do tego od 5 lat regularnie używałam farb do włosów i szamponów koloryzujących (oczywiście tych mocniejszych, z Palette!). Nie stosowałam też żadnych odżywek czy nawet produktów mających chronić przed wysoką temperaturą. Także możecie sobie wyobrazić jak teraz wyglądają moje włosy. Ich stan jest tragiczny.
W końcu zauważyłam w jakim są stanie i postanowiłam o nie zadbać. I w tym momencie odrzuciłam prostownicę, od tamtego dnia użyłam jej jedynie dwa razy na specjalne okazje. Co jest dla mnie dużym osiągnięciem.

Jakie są moje włosy? Długość mniej więcej do ramion, niestety są bardzo pocieniowane z czego chciałabym zejść ale to trochę potrwa :( Ich porowatość określam jako wysoką ale nie jestem tego pewna. Są strasznie przesuszone i zniszczone na całej długości, nawet po ścięciu po niedługim czasie końcówki znów są białe i rozdwojone (pomimo nie używania prostownicy i suszarki!).

Obecnie myję włosy co drugi dzień więc moja pielęgnacja włosów dzieli się na produkty dnia pierwszego (dzień mycia) i dzień po myciu. 
Przed każdym myciem na włosy nakładam olej na całą noc. Używam na zmianę: oleju kokosowego, oliwy i oliwki Babydream. 
Szampon zmieniłam na delikatny Babydream i tylko od czasu do czasu oczyszczam włosy szamponem Herbal Care- skrzyp polny.

Po myciu używam oczywiście odżywek do spłukiwania, aktualnie to są na zmianę: balsam Mrs Potters wersja z aloesem, Garnier AiK. Mam w zapasie jeszcze Alterrę z granatem, która czeka na zdenkowanie Garniera AiK.

Z maskami miałam problem na początku bo nie wiedziałam za bardzo jaką kupić a w moim mieście też mam problem z dostaniem niektórych rzeczy więc pozostają zakupy w internecie. Także na początku używałam bardziej domowych masek z jajka, z żelatyny itp. Kilka razy zrobiłam z białka (takiego na mięśnie) ale ostatnio trochę mi puszyło więc na razie odstawiłam ale jeszcze spróbuję. Później używałam biovaxów, które akurat był w biedronce (próbki) a teraz właśnie otworzyłam maskę drożdżową od babuszki Agafii, zobaczymy jak się spisze :)



    

Czasami używam płukanek. Do tej pory testowałam płukanki: woda+sok z aloesu, woda+nafta, woda+siemię lniane. Nie za bardzo to lubię ponieważ po aloesie i nafcie włosy wyglądały jakbym w ogóle ich nie umyła i były przetłuszczone (wcale nie przesadziłam z proporcjami! :P ) .
Odzywki bez spłukiwania: Naturia z miodem i cytryną (w dzień mycia) i gliss kur w sprayu (dzień po myciu).


Oprócz tego używam jeszcze jedwabiu w płynie Green Pharmacy co ok. drugi dzień.

Walczę jeszcze z wypadaniem włosów więc obecnie na noc przed myciem wcieram ampułki z Joanny z rzepy a następnego wieczoru wcieram kozieradkę.


Wybaczcie zdjęcia z Internetu ale nie wiem gdzie posiałam kabel od aparatu, mam rozładowaną baterię a nie chciałam dodawać takiej paplaniny bez zdjęć bo mi samej lepiej się czyta posty ze zdjęciami. Następnym razem będą już moje zdjęcia. :)
Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam! :)


3 komentarze:

  1. Jeśli nie jesteś zadowolona z tych płukanek to może zrobiłabyś sobie płukankę kawową, cynamonową, cytrynową albo octową? U mnie te płukanki nie przetłuszczają włosów, a wręcz przeciwnie- odświeżają włosy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te moje nieudane próby troszkę mnie zniechęciły ale na pewno będę dalej próbować :) No to na pierwszy ogień idzie dzisiaj kawowa :)

      Usuń
  2. Powodzenia w dbaniu o włosy. Koniecznie wrzuć ich zdjęcie ;)

    OdpowiedzUsuń